Dżem dobry, ale nie na co dzień

Czas chyba na formalne powitanie? Z miłą chęcią, chociaż wolę jednak nieformalne. Ale to później.
Najsampierw powinienem chyba się wytłumaczyć skąd to, po co to i na co to komu potrzebne. I dokładnie na to pytanie nie odpowiem. Czemu? Bo nie ma dżemu. A tak serio – po prostu sam nie wiem.

Faktem jest, że blog powstał z zakorzenionej głęboko we mnie potrzeby ekspresji, którą ma chyba w sobie każdy człek. Może być to ekspresja wywołana przez totalnie bzdurne przemyślenia, dziwne wydarzenia, przez seans filmu, który albo wpadł do głowy, albo wywołał biegunkę, lub też przez głupotę ludzką (ostatni podpunkt jest chyba najbardziej prawdopodobny). Bo głupota ludzka nie zna granic. W tym moja.

To ma być z założenia blog o… to się dokładnie okaże o czym. Bo osobiście nie mam pojęcia na jakiego potworka się to rozwinie. Mam nadzieję, że mój przyszły ja będzie litościwy, jeśli chodzi o zamieszczaną treść i nie będzie pisał głupot. Naprawdę. Szczerze na to liczę.

Teksty raczej nie będą pojawiały się zbyt regularnie i nawet nie ma co na to liczyć (matura za pasem). Jeśli pojawi się jeden w tygodniu, to już można będzie uznać to za sukces.
Na dobry początek zapraszam jednak do odwiedzenia mnie koło 10 lutego. Możecie nawet wrzucić sobie przypominajkę do kalendarza, czy jakiegoś to-do ;)

Stay tuned!

P.S. Polajkuj tu, niżej. Będę wdzięczny!

P.S.2 Dżem się jednak znalazł w lodówce. Naprawdę.